Pieniądze w feudalnej Japonii

"Shōgun" Jamesa Clavella przynosi również informację o tym, jak kształtowały się dochody i finanse w siedemnastowiecznej Japonii oraz jaka jednostka rozliczeniowa obowiązywała w 1600 roku.

Autor powieści myli się i kręci przy tej okazji na potęgę. Niektóre pozycje mogą być więc ciekawą lekturą, pozostałe -- są niestety bełkotem.

Jak już wspomniałem, autor "Shōguna" regularnie myli się co do wartości lub siły nabywczej jednego koku ryżu. Co chwilę słyszymy (czytamy) inną teorię, która obala poprzednią co do wyobrażanej sobie wartości.

Koku w feudalnej Japonii było zarówno miarą wagi jak i jednostką monetarną (wartość koku ryżu przeliczona na dowolny inny produkt). Autor myli się w obu przypadkach.

A więc, po kolei:

1. Na początku książki dowiadujemy się, że koku ryżu to odpowiednik pięciu buszli. Czyli... "mniej więcej trzysta pięćdziesiąt funtów". Skąd autor lub tłumacz wzięli taką liczbę? Buszel to 34-36 funtów, czyli ktoś rypnął się równo o połowę.

2. Jeden koku wystarczał na wyżywienie typowej japońskiej rodzin przez rok. Czyli co? 160 kilogramów (nawet zakładając powyższy błąd; 1 koku = 350 funtów) bardzo taniego ryżu (gigantyczna podaż; ryż hodował praktycznie każdy wieśniak w Japonii) miało wystarczyć na trzy tysiące posiłków (zakładając bardzo skromnie średnio po dwa posiłki dziennie na cztery osoby)?

Brednie! Mając do dyspozycji sto gramów ryżu dwa razy dziennie ludność Japonii by po prostu wyginęła z głodu! A co z błędem autora? Faktycznie przecież było tego dwa razy mniej -- 50 gramów.

3. 250 koku to równowartość tysiąca gwinei angielskich w złocie, czyli dziesięciokrotność zarobków Blakethorne'a w kompanii holenderskiej.

Czyli co? Ceniony i bardzo doświadczony pilot-nawigator, którego umiejętności nieraz uratowały przed zatonięciem statki wiozące towar warty setki tysięcy funtów, zarabiał rocznie tyle ile głodowe porcje żywnościowe dwudziestu pięciu japońskich rodzin wieśniaczych? Śmiech na sali.

4. No, przynajmniej mógłby sobie kupić dwanaścioro dzieci do usługiwania, bo za jedno sześcioletnie dziecko sprzedane do służby płacono dwa koku.

5. Toranaga przekazał Hiromatsu zarządzanie jedną czwartą swoich dóbr (dwie prowincje) i wyznaczył mu dochód w wysokości pięciuset tysięcy koku (czyli ze wszystkich ośmiu prowincji zarabiał co najmniej dwa miliony koku rocznie) a jednocześnie okazało się, że cena dla zabójcy za zabicie Toranagi wynosi zaledwie sto tysięcy koku. Kupy się to raczej nie trzyma.

6. Jednocześnie okazało się, że dwie inne prowincje (Suruga i Totomi) są warte zaledwie trzysta tysięcy koku, czyli zaledwie dwie trzecie rocznego dochodu jednego jedynie generała oraz 12-15% szacowanego rocznego dochodu Toranagi.

7. Dwadzieścia koku wystarcza na roczną pensję, uzbrojenie, utrzymanie koni oraz całych rodzin trzech samurajów. Nie klei się to za bardzo z tym, że jest to równowartość sprzedania dziesięciu dzieci na wieloletnią służbę.

8. Kilkaset stron dalej okazuje się, że na żołd, konie i utrzymanie rodziny jednego samuraja schodzą rocznie cztery koku. Czyli dwanaście na trzech samurajów. Czyli pozostałe osiem (po 2,6 koku rocznie na samuraja) kosztuje samo uzbrojenie. Wychodzi z tego, że Yabu lekką rączką, w przypływie dobrego humoru, podarował Omiemu... tysiąc trzysta (kompletne uzbrojenie dla pięciuset samurajów), co jednocześnie stanowiło dotychczasowy dochód Omiego przez... dwa i pół roku (pięćset koku rocznie)!

9. Toranaga równie lekką rączką przyznaje Mariko wynagrodzenie dla jej syna w wysokości... dziesięć tysięcy koku rocznie (równowartość rocznego dochodu dziesięciu tysięcy rodzin!) w zamian za... wiersz. I ma to być niby nagroda porównywalna do wachlarza, szalu na włosy lub "cokolwiek, co sprawi Toranadze przyjemność".

10. Jeden koku kosztowało jedzenie i sake na jedną tylko ucztę dla zaledwie kilkunastu członków świty Yabu. Bardzo trudno uwierzyć w to, że jednodniowa imprezka dla kilkunastu fagasów miała kosztować tyle, ile roczne wyżywienie dla 3-5 rodzin japońskich. Albo samurajskie fagasy jedzą absurdalne ilości albo japońskie wieśniaki -- niewyobrażalnie mało.

11. Jeden koban, złota moneta ważąca zaledwie osiemnaście gramów miała być rzekomo warta trzy koku. To już są brednie piramidalne. Roczny dochód japońskiej rodziny wieśniaków warty... sześć gramów złota? Czyli 250 koku (które na początku zarabiał Blakethorn), warte tysiąc złotych gwinei angielskich, warte było rzekomo 1500 gramów złota japońskiego. Jedna złota gwinea angielska denominowana na półtora grama złota w Japonii? Banialuki!

12. Nocka z prowincjonalną "Kobietą Wierzb" kosztuje pół kobana. Jeśli jest to z kolei "herbaciarka" miejska -- to już całego kobana. Czyli trzy koku. Jedna nocka, nawet najbardziej wyuzdanych pieszczot, warta roczne wyżywienie trzech wieśniaczych rodzin?

Z której strony by nie patrzeć (czy to, że koszt życia wieśniaka był bardzo niski, czy może, że uciechy burdelowe -- bardzo drogie) mam nieodparte wrażenie, że gospodarka feudalnej Japonii zawaliłaby się w gruzy, gdyby dysproporcje były aż tak wielkie.

13. Trzy tysiące koku kosztuje wykupienie jednej gejszy na własność. Jednocześnie właścicielka szkoły gejsz zarabia pięćset koku... przez całe życie. Ke?

Dwa teksty dotyczące tego samego zawodu, przekazane w dwóch różnych miejscach w książce chyba najdobitniej świadczą o tym, jak mocno autor pływa po temacie. Kto miałby zarabiać pieniądze pochodzące ze sprzedaży panienek, jeśli burdelmama miałaby zarobić przez całe życie ledwie jedną szóstą wartości pochodzącej ze sprzedaży zaledwie jednej swojej wychowanicy (których pewnie wychowała przez to całe życie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt).

14. "Z tysiącem koku można zostać założycielką rodu". Tu już brakło mi pary do komentowania, bo to zadanie ponownie wywraca do góry nogami wszystkie, i tak już wzajemnie sprzeczne, informacje przekazane przez autora wcześniej.

15. Na początku książki pojawia się informacja, że "co roku Czarna Karawela przewozi towary warte milion w złocie", nieco dalej, że w ubiegłym roku przewiozła "dwieście ton złota i srebro wartości pięciuset tysięcy crusados", zaś pod koniec książki, że cały jej ładunek był warty zaledwie 10 000 kobanów, czyli trzydzieści tysięcy koku. Z czego by z kolei miało wynikać, że roczne utrzymanie rodziny japońskich wieśniaków kosztowało równowartość 7-10 kilogramów złota. Dość tanie to złoto.

Tak, jak pisałem, część informacji jest wartościowa, a część to wewnętrznie sprzeczny bełkot.