Siedemnastowieczne mieszkania europejskie

Tysiąc stronicowy „Shōgun” Jamesa Clavella przynosi również ciekawy, a przy tym bardzo plastyczny opis jak wyglądały wnętrza europejskich mieszkań w XVII wieku, jak się w nich wówczas mieszkało, co myśleli i jak żyli siedemnastowieczni Europejczycy.

Cytowany fragment porusza też temat wpływu Kościoła na życie bezkrytycznie wierzącej w jego nauki jednostki, co czyni go ponadczasowym. Niestety — pewne przykład z siedemnastowiecznego opisu możemy znaleźć również w Europie XXI wieku.

Pierwszy fragment opowiedziany przez porównanie do czystości i schludności mieszkań japońskich:

Od razu zaczął to porównywać z ciepłym, znajomym zaduchem angielskiego domostwa, trzciną na polepie, dymem z otwartego ceglanego paleniska wylatującym przez otwór w dachu (w całej jego wsi były tylko trzy nowe kominki z kominami, a posiadali je sami zamożni), z dwiema małymi sypialniami i jedną dużą, brudną izbą, w której jadło się, gotowało, siedziało i prowadziło rozmowy. Zima czy lato, wchodziłeś do chaty w żeglarskich butach nie zważając, że są powalane błotem czy gnojem, i siadałeś na krześle bądź ławie, przy dębowym stole zaśmieconym jak izba, w otoczeniu kilku psów i dwójki dzieci — swojego syna i córki zmarłego brata Arthura, które wspinały się, gramoliły, spadały i bawiły raz w to, a raz w tamto.

(..) Jeśli kawałek mięsa spadł ci na podłogę, to go podnosiłeś, wycierałeś z brudu i zjadałeś, naturalnie, jeśli psy nie dopadły go pierwsze, ale i tak rzucałeś im kości. Podłogę zaścielały nieczystości – różne odpadki rzucane gdzie popadło, by je potem zamieść albo wyrzucić na drogę. Człowiek spał najczęściej w dziennym przyodziewku i drapał się, drapał stale niczym zadowolony pies. Tak młodo się starzał, tak młodo brzydł, tak młodo umierał. (…)

Dalej o żonie głównego bohatera:

Felicity gotowała, długą suknią zamiatając brudną polepę, kuchta siąkała nosem i właziła w drogę, a wdowa po Arthurze, Maria, kaszlała w dobudowanej dla niej izbie obok, jak zawsze bliska śmierci, lecz nie umierająca.

Kąpała się może raz w miesiącu, i to w lecie, na osobności, w miedzianej balii, ale codziennie myła twarz, ręce i nogi, zawsze zakryta od kostek po szyję, przez okrągły rok odziana w warstwy ciężkich wełen, nie pranych miesiącami lub latami, cuchnąca jak wszyscy dookoła, jak wszyscy zawszona i drapiąca się.

(…) W tej chwili dwudziestodziewięcioletnia, posiwiała, z niewieloma zachowanymi zębami, zniszczona, pomarszczona i wysuszona. (…)

Na końcu wspomniana wycieczka w temat Kościoła:

A do tego te wszystkie inne wierzenia i przesądy, że czystość zabija, że zabija otwieranie okien, zabija woda, gdyż sprowadza czerwonkę i plagi, a wszy, pchły, muchy, brud i choroby to kara boska za ziemskie grzechy.

Każdej wiosny pchły, muchy i nowe plecionki z sitowia, za to Felicity codziennie w kościele, a w niedzielę dwa razy, żeby wysłuchać walącego w ludzi jak w bęben słowa Bożego, że nic nie jest ważne, jedynie Bóg i zbawienie.

(…) tyle ludzi, niepoliczone miliony, ja również, marnuje sobie życie… a wszystko z braku wiedzy. Chryste Panie, co za marnotrawstwo! To przez księży… to oni są wykształceni i kształcą innych, to do nich należą szkoły, to oni tylko uczą… i zawsze w imię Boże… życie w brudzie w imię Boże… (…)

Ponadczasowe, niestety…