Tiumień, kołdry i gule…

Mój pracodawca ma klienta (linie lotnicze UTair) w Tiumieniu w Rosji. To już prawie-że głęboka Syberia, więc chłopaki przywożą stamtąd genialne czasem opowieści. Jedna z nich, jak przetrwać w hotelu w tamtejszych temperaturach, jeśli wysiądzie ogrzewanie.

Plan jest taki. Najpierw trzeba nalać pełną wannę gorącej wody (przy założeniu, że taka jest, ale braki gorącej wody zdarzają się dużo rzadziej niż braki ogrzewania) i zostawić, żeby parowała. Następnie należy w tej wannie zmoczyć kołdrę z łóżka (bo przecież na Syberię do hotelu i tak każdy bierze ze sobą śpiwór!) i tę kołdrę zawiesić na oknie tak, aby przymarzła do szyby. Będzie ona przez to idealnym izolatorem. W pokoju ponadto zrobi się nastrojowo.

W dalszej kolejności należy udać się na miasto, po wódkę. Tylko koniecznie należy pamiętać, żeby na drzwiach pokoju hotelowego wywiesić kartkę "nie przeszkadzać", bo w przeciwnym przypadku, gdy się wrócić, wszystko będzie posprzątane!

A skoro już mowa o wódce, to w każdej butelce 0,7 jest 21 "guli". Czyli przy trzech pijących wychodzi po siedem guli na łeb i to jest dawka właściwa przy tamtejszych temperaturach. Toteż, gdy na ulicy w Tiumieniu widzi się dwóch gości, z których jeden stoi z wyciągniętą ręką i jednym palcem w górę, to znaczy, że jest dwóch i brakuje im trzeciego, żeby podzielić tę flaszkę na 3 x 7 guli. Analogicznie, gdy stoi jeden facet i ma wyciągnięte dwa palce, to znaczy, że brakuje mu dwóch gości do tego.

A oto wspomniany klient i samolot z jego floty oraz dość znany w Internecie filmik o tym, co dzieje się przed startem samolotu przy bardzo niskich temperaturach.