O blogu…

Ta strona jest obecnie w trakcie importu. Przenoszę posty z innych źródeł. Różne dziwne rzeczy mogą się tu dziać, dopóki ten proces się nie zakończy (a ta informacja nie zostanie usunięta).

Wstęp

Wszystko zaczęło się od... biografii Juliusa Verne'a. Z niej dowiedziałem się o ogromnym zbiorze fiszek tegoż autora, z informacjami i ciekawostkami na temat wszelkich dziedzin życia. Verne budował swoje repozytorium niemalże przez całe życie i niemalże równie długo wykorzystywał jego zawartość do tworzenia wątków, motywów i epizodów w swoich arcyciekawych książkach przygodowych.

Któregoś dnia wpadłem na pomysł, żeby popełnić bezczelny plagiat i zacząłem tworzyć własne takie repozytorium, na poczet książek, których jeszcze nie napisałem (i których pewnie nigdy nie napiszę) oraz tych nielicznych opowiadań, które jednak udało mi się napisać, a które znane są tylko znajomym i rodzinie.

Tak powstał nieistniejący już dziś projekt "fiszopedia.pl". Pierwotnie "napędzany" przez oprogramowanie MediaWiki, czyli będący moją prywatną Wikipedią.

Ostatecznie zdecydowałem zmienić silnik na WordPress i uczynić z mojego repozytorium fiszek bardziej formę bloga z ciekawostkami. To wówczas nastąpiła też zmiana na "trivaria.pl", od łacińskich słów trivia (ciekawostki) i varia (różności).

Choć nie wszystkim ona odpowiada, zdecydowałem się używać właśnie jej, gdyż poprzednia zbyt wielu ludziom kojarzyła się z rybami! :> A poza tym -- miała zbyt dużą konkurencję od popularnych kiedyś krótko serwisów oferujących właśnie fiszki ułatwiające zapamiętywanie krótkich porcji wiadomości z dowolnej dziedziny.

Zbiór, czy raczej... śmietnik?

Ale nie jest to wyłącznie blog-zbiór ciekawostek z całego świata. Znajdziesz tu również fragmenty książek, opowiadań i tekstów, które uznałem za warte zapisania sobie (z lepszym lub gorszym komentarzem).

Znajdziesz też fragmenty moich własnych tekstów zapisane po to, by nie zginęły. Są też również zupełne "śmieci" w postaci kawałków tekstu, czy obrazów zupełnie oderwanych od reszty, niedokończonych, na wpół zapomnianych...

Drugi problem to taki, że jest to najbardziej autorski i zarazem prywatny z moich blogów, więc -- krótko mówiąc, to co ciekawi i interesuje mnie, może być totalnie nudne dla Ciebie.

No, śmietnik, no! :>

Uwagi techniczne

Teksty, opracowania i wpisy prezentowane w niniejszym serwisie są w stu procentach zorientowane na moje potrzeby i oczekiwania. Żadną miarą nie należy traktować ich jako tekstów analitycznych, w pełnym tego słowa znaczeniu, lub wiarygodnych źródeł bibliograficznych.

Opracowania często oparte są na jednym źródle bibliograficznych, nierzadko przestarzałym. Często są to teksty napisane wyłącznie w oparciu o Wikipedię, której bibliograficzność była już wielokrotnie krytykowana.

Niektóre teksty wprost błądzą na granicy faktów naukowych i nieweryfikowalnych ciekawostek. Dla mnie i dla formuły tej strony, jest to wystarczające. Dla autorów prac i opracowań naukowych -- całkowicie bezwartościowe.

Niektóre teksty w ogóle nie mają źródeł bibliograficznych mimo podjętych przeze mnie niemałych starań co do ustalenia prawowitego właściciela. Jednocześnie szanuję prawo autorskie w całej rozciągłości. Dlatego, jeśli ktoś znajdzie na tej stronie fragment własnego tekstu, nieopatrzony odpowiednią adnotacją, jest proszony o jak najszybszy kontakt, żeby zażegnąć konflikt u jego zarzewia.

No, dobra... z tym szanowaniem prawa autorskiego to popłynąłem.

Nie ukrywam, że niektóre wpisy są ordynarną kopią 1:1 jakiejś książki, tekstu, artykułu, czy strony internetowej. Wyciąłem to, co mnie interesowało, dopisałem dwa zdania komentarza gdzieś tam (czasem nawet tego nie ma), opatrzyłem źródłem lub autorem, jeśli tylko to było możliwe i... tyle.

Stara, nieco dziwna historia

A teraz krótka historia, która być może wydaje się nieprawdopodobna, ale wydarzyła się naprawdę.

Spotkałem kiedyś -- dawno, dawno temu -- człowieka, który mimo że miał dopiero 35 lat, zdążył już być prezesem czterech kolejnych firm.

Każdą z kolejnych doprowadzał -- wbrew pozorom -- nie do ruiny, tylko do mniejszego lub większego sukcesu, a potem... zwalniał się i szukał nowego wyzwania. Bo panicznie bał się stagnacji, a także dość szybko się nudził.

Człowiek ten twierdził, że wszystko, co osiągnął, udało mu się osiągnąć dlatego, że nigdy nie stracił ani jednej cennej myśli, która -- jak każdemu z nas -- zwykle przychodziła mu w najmniej spodziewanym momencie (np. pod prysznicem).

Aby to osiągnąć, człowiek ten w sposób wręcz maniakalny, ocierający się o absurd, czy nawet brak równowagi psychicznej, otaczał się wszelkiego rodzaju i kalibru "narzędziami" umożliwiającymi zapisywanie tych ulotnych myśli. A trzeba pamiętać, że historia ta wydarzyła się lekko licząc tak z dziesięć lat temu, czyli w czasach, w których nie tylko nie było smartfonów, ale nie było nawet Google'a i Facebook'a. Telefony i konta e-mail były tylko dla wybranych, zwykle mocno bogatych, i oferowały jakiś jeden, może dwa procent współczesnych możliwości.

Skoro elektronika nie mogła wspomóc go w jego maniakalnej krucjacie do zapisania absolutnie wszystkiego, więc musiał wspierać się rozwiązaniami konwencyjnymi. W każdym miejscu i czasie człowiek ten miał w kieszeniach przy sobie przynajmniej pięć długopisów i ze trzy notatniki. Tyle samo w torbie, z którą się prawie nigdy nie rozstawał.

Prawie każdego wieczoru następował u tego człowieka święty zwyczaj przeglądania wszystkich notatek zapisanych w różnych sposób w ciągu dnia, weryfikacji, sortowania i tak dalej.

Człowiek ów powiedział mi, że największym dramatem ludzkości oraz każdego z nas po kolei jest to, że pozwalamy umykać trzem czwartym naszych genialnych myśli.

Pamięć krótkotrwała jest -- jak nazwa wskazuje -- pamięcią krótkotrwałą, a do tego zajęci kilkoma sprawami jednocześnie mamy maksymalnie piętnaście sekund na zapisanie tego, co właśnie wpadło nam do głowy.

Chcąc choć trochę opanować to przerażające zjawisko -- występujące oczywiście i u mnie -- pozwoliłem sobie stworzyć niniejszy-blog śmietnik. Mimo, że jesteś w stanie znaleźć w nim praktycznie wszystko, mam nadzieję, że będzie on źródłem również interesujących wiadomości i ciekawostek.

Copyrajty

**Jeżeli nie zaznaczono inaczej, cały materiał (mojego autorstwa) dostępny w tym oraz w innych moich blogach jest dostępny na licencji Creative Commons Attribution 4.0 International (CC BY 4.0). Jako uznanie autorstwa należy w tym przypadku podać wyłącznie nazwę bloga wraz z linkiem do niego oraz nazwę licencji -- np. tekst / fragment / informacja / obraz pochodzi z bloga trivaria.pl i jest dostępny na licencji CC BY 4.0.

Szczególną uwagę należy zwrócić na obrazy, które w zdecydowanej większości przypadków, choć wykonane przeze mnie, mają innych właścicieli praw autorskich (dotyczy to w szczególności zrzutów ekranu, map Google Maps itp.).**

Ta strona jest obecnie w trakcie importu. Przenoszę posty z innych źródeł. Różne dziwne rzeczy mogą się tu dziać, dopóki ten proces się nie zakończy (a ta informacja nie zostanie usunięta).

Trwa import wpisów...