Japońscy pływacy w XVII wieku

"Shōgun" Jamesa Clavella przynosi informację, że samurajowie na początku XVII wieku -- choć wszechstronnie wyszkoleni i będący jednocześnie świetnymi pływakami (przynajmniej w niektórych prowincjach i pod rządami niektórych daimyō) -- nie potrafili skakać na główkę. Bohater powieści dopiero ich tego nauczył.

Czy dałoby się to wykorzystać strategicznie?

Wskok do wody na główkę jest piękny, smukły, a co najważniejsze -- bardzo szybki -- w porównaniu do klockowatego wskoku na nogi (jedynego sposobu znanego samurajom w XVII wieku). Co bardzo istotne (przynajmniej w mojej pseudo-teorii) to fakt, że po skoku na główkę można przepłynąć jeszcze wiele metrów pod wodą podczas, gdy po skoku na nogi człowiek prawie zawsze wynurza się niemalże w tym samym miejscu, w którym zetknął się z wodą.

W przypadku abordażu drugiego statku lub ataku z pierwszego na grupę łodzi, przednie rzędy samurajów są prawie zawsze mięsem armatnim. Wystawieni są na bezpośredni atak łuczników przeciwnika a ich zadaniem jest "umrzeć dumnie i z honorem" dając czas tylnym rzędom na przeprowadzenie właściwego ataku.

Pierwsze rzędy nie idą oczywiście na rzeź bezczynnie tylko wskakują do wody próbując dopłynąć do łodzi przeciwnika. Ale, że czynią to bardzo wolno (skacząc na nogi) więc są koszeni jak zboże w sierpniu.

Idea jaka kreśli mi się w głowie jest taka. Statek atakujących samurajów podpływa do statku lub grupy łodzi tak, jak przy typowym ataku. Jednak pierwsze (wszystkie?) oddziały, skacząc na główkę, wykonują błyskawiczny skok i atak przez zaskoczenie. Dodatkowy rozpęd daje im możliwość przepłynięcia pod łodziami i zaatakowania z drugiej strony.

Łucznicy spodziewający się klasycznego ataku sialiby strzałami w pustą wodę -- tam, gdzie spodziewaliby się wynurzających się przeciwników. Zamiast tego zastaliby ich przy własnych burtach, przed oczami lub nawet za plecami.

Czy to ma sens? Czy różnica (czasu, prędkości) w skoku pomiędzy skokiem na główkę a skokiem na nogi jest aż tak duża?